San Escobar

A ja się cieszę,  że jest San Escobar.

Gdy tylko obok Belize szef polskiego MSZ-u Witold Waszczykowski wymienił tajemniczy, leżący na Karaibach kraj o nazwie San Escobar, część osób przyjęła ten fakt z radością, inni z oburzeniem i zdumieniem. Otóż śmiem stwierdzić, że ja nie dość, że raduję się z językowej wpadki ministra, to w istnienie San Escobaru głęboko wierzę!

Mogą pojawić się przeciwko mnie zarzuty, że przemawia przeze mnie psychologia chciejstwa, ale ja wiem, że na mapie jest ten kraj! Dla zainteresowanych; leży nieopodal Kuby, tak blisko, że wyspa z miastem Havana  (oczywiście uważana w odróżnieniu od S.E. za prawdziwą z nieznanych mi powodów) ją zasłania. Wracając do meritum wywodu, wierzę głęboko, bo proszę niech Państwo sobie wyobrażą taki Kraj. Taki Kraj, o którym nikt dotąd nie słyszał – wieki mijały, wojenne działa huczały, rodził się Donald Trump i Donald Tusk – a Kraj ten trwał. Jego mieszkańcy z racji dostatku żywności i wody oraz zapewnienia wszystkiego, co określone w piramidzie Maslova, spędzali na wyspie radosne chwile podczas hulanek, potańcówek oraz densingów wszelakiej maści, popijając przy tym mleko kokosowe.

Co więcej, wyspy tej przez zastanawiający wpływ grawitacji nie obowiązuje czas. Sam Pan Profesor Olejniczak, gdyby tylko o istnieniu S.E. wiedział, z pewnością w ostatnim zadaniu sprawdzianu  z geografii fizycznej świata (w którym niektórzy zupełnie niesłusznie szukają ratunku przed zapowiadającą się bombką) zadałby pytanie, jaka obowiązuje tam strefa czasowa. Uczniowie, którzy niezależnie od sytuacji nie wiedzieliby, jakiej odpowiedzi na pytanie należało udzielić, zdumieliby się na proste wyjaśnienie profesora Olejniczaka skwitowane firmowym „Dokładnie tak”.

I teraz wyobraźcie sobie Państwo sytuację tak obiecującą jak nasza, gdy ten dopiero co poznany kraj z Rzeczpospolitą Polską jako pierwszą nawiązuje stosunki dyplomatyczne! A to, jak wiemy, właśnie się stało. Sentymentalni sanescobarianie na swą wyspę przyjmowaliby jednie polskich przybyszów, racząc ich po przylocie tamtejszą ambrozją, najdoskonalszym kokosowym mlekiem.

Więc zanim głosy oburzenia na wpadkę ministra rozniosą się hukiem po całym świecie, dobrze przemyślcie, Drodzy Obywatele, raz jeszcze swą postawę. Wśród trudów codziennych i pracy znoju przypomnijcie sobie radosną nowinę, że na wszystkich Polaków czeka San Escobar, dokąd niedługo (za sprawą negocjacji) będzie mógł wyjechać każdy Polak, każda Polka i ich zwierzęta. Świadomi tego faktu pamiętajcie jednak, że Pierwszym Poruszycielem sprawy escobarskiej był nie kto inny jak Lech Wałęsa we własnej osobie, który na tłiterze (Polacy nie gęsi) napisał „I ja mu mówię – chłopie, ty nawiąż współpracę z San Escobar”. Koniec i bomba, a kto czytał ten trąba!

M.J.