Prognoza geopolityczna

Borys Sadowski

Pomimo tego, że Sylwester dawno za nami, pokuszę się o naszkicowanie najważniejszych problemów geopolitycznych świata w 2017 roku. Jako, że nie czas i miejsce na drobiazgowe analizy klimatu politycznego od Caracas przez Tiranę aż po Honolulu, przedstawię pokrótce areny i persony, które będą nadawać rytm wydarzeniom na świecie tego roku.

 

Trump – obok Brexitu największe zaskoczenie, cios i zagadka zeszłego roku. Megaloman z tupecikiem na głowie ma całodobowy dostęp do walizeczki z czerwonym guzikiem sterującym najnowocześniejszym arsenałem jądrowym globu. Taki, moim zdaniem solidnie przerysowany, obraz rządów Trumpa często pojawia się w obawach komentatorów politycznych. Buńczuczne zapowiedzi 45. prezydenta Stanów Zjednoczonych były jednak równie głośne, co mocno na wyrost. Ramy najstarszego na świecie, amerykańskiego systemu demokratycznego oraz, czego nie ma w de facto absolutystycznej Rosji Putina, kontrola wolnych i niezależnych mediów, a także świadomość polityczna sporej części społeczeństwa z powodzeniem będą hamować zachcianki nowego lokatora Białego Domu. Urząd prezydenta jest emanacją interesów USA, a te nie zależą od fantazji magnata z Trump Tower, ale od linii polityki zagranicznej budowanej latami przez następujące po sobie administracje. Oczywiście, polityka USA oddana w zarząd Rexa Tillersona (nowy Sekretarz Stanu) będzie znacząco odbiegać, zwłaszcza stylem i taktem dyplomatycznym, od czasów Obamy, natomiast nie spodziewałbym się zmian całkowicie burzących obecny ład geopolityczny. Istnieje wiele niewiadomych; Trump występujący jako człowiek sukcesu postrzega politykę zagraniczną jak interes – tu zawrze deal z Putinem, tutaj z Erdoganem… Biznesowe, mocno uproszczone pojęcie jego wizji dyplomacji można przedstawić na wielokrotnie przytaczanej symulacji targu na linii Waszyngton- Moskwa. Rosjanie oddają Ługańsk i Donieck Kijowowi, w zamian za co zachowują nieformalną kontrolę nad resztą terenu Donbasu, tworząc patową sytuację na kształt Naddniestrza. Idąc dalej – Syria – zostawiamy proputinowskiego Assada na określony czas, aby później, podczas bilateralnych rozmów, wybrać następcę dyktatora w Damaszku, a w zamian za to myśliwce rosyjskie Su-35 ograniczają się do bombardowania umiarkowanej opozycji syryjskiej i zmniejszają swoje zaangażowanie w regionie. Polityka wobec Moskwy stanowi jednak prawdopodobnie tylko tło dla właściwej rozgrywki politycznej, która czeka USA w najbliższej przyszłości – kwestia stosunków z Chinami. Analitycy z Pekinu już jakiś czas temu obliczyli, że Państwo Środka zrówna się potencjałem gospodarczym, a także militarnym ze Stanami Zjednoczonymi w roku 2049. Podstawowe pytanie dotyczy naturalnej reakcji Waszyngtonu na szybkie tempo pościgu (,,Czy gdybyśmy byli na miejscu Ameryki, nie próbowalibyśmy uniemożliwić innym krajom dogonienia nas?” – H. Kissinger). Czy czeka nas starcie pierwszej i drugiej gospodarki świata? Jeżeli już, to na płaszczyźnie zadrażnień gospodarczych. Chiny Xi Jingpinga prowadzą bardzo rozważną politykę. W odróżnieniu od agresywnego Putina (od Gruzji w 2008 przez Krym po Syrię), skupiają się na ekspansji własnego kapitału i produktu. Chińczycy widzą, że ewentualna zimna wojna z USA uniemożliwi realizację ambitnych celów ekonomicznych. Bezpośrednia konfrontacja militarna jest całkowicie nieopłacalna dla obu stron konfliktu. W razie wojny dwóch największych mocarstw obecnego świata z zastosowaniem najnowocześniejszej techniki (przez ataki cybernetyczne po robotykę), zwycięstwo będzie przysłowiową grą o pietruszkę. W perspektywie najbliższych lat, a nawet dekady, Pekin będzie prawdopodobnie współpracował z Ameryką. Takie rozwiązanie umożliwia ustanowienie geopolitycznego duopolu oraz swobodny rozwój obu gospodarek.

Czas na nasze podwórko – Europę. Projekt unijny systematycznie ogląda środkowy palec pokazywany jak UE długa i szeroka – od niesławnego Brexitu przez referendum we Włoszech po sukcesy wyborcze ,,partii dbających o realny interes narodowy” w Polsce, Czechach, Słowacji i Węgrzech. Pytań o Stary Kontynent jest aż nadto; czy uda się wielka idea prawdziwego zjednoczenia państw członkowskich w jeden organizm? Czy Europa ucieknie spod topora marginalizacji politycznej i gospodarczej? Czy będzie, jak nazwał ją kiedyś Mao Tse Tung, jedynie ,,tym małym cyplem Azji”? Europa po wiekach wojen, od wypraw Karola Wielkiego do Italii po II wojnę światową, przeżywa najdłuższy nieprzerwany okres pokoju w dziejach. Czy narody są na tyle dojrzałe, aby odrzucić dawne animozje historyczne, uprzedzenia i wybrać przyszłość? Teraz kończy się czas dla Europy na wybór konkretnej ścieżki – powrót widma nacjonalistycznego sosu, zamkniętych społeczeństw pełnych agresji i bigoterii czy koegzystencja w UE i możliwość realnej konkurencji z USA, Chinami ect. Bilans możliwości solowych Estonii czy nawet Portugalii wobec Indii jest raczej mizerny. Europa może być pięknym kurortem, w którym przywódcy, aby poczuć realny wpływ, będą musieli sięgnąć do nowej propozycji z serii ,,Civilization”. W tym roku czekają nas wybory w Holandii (15 marca), dalej liga cięższa; w kwietniu i maju wybory prezydenckie we Francji, a jesienią do urn pójdą sąsiedzi zza Odry. Eksperci uważają, że nad Sekwaną zwycięstwo odniesie kandydat centroprawicy, ekspremier Francois Filon (jednak w większości to ci sami eksperci, którzy dawali w zakładzie nerkę za sukces Hillary Clinton, więc emocji nie zabraknie). W Niemczech główną partią populistyczną jest Alternatywa dla Niemiec, która nie sięga w sondażach poza pułap kilkunastu procent. Starcie rozstrzygnie się między urzędującą 3 kadencję kanclerz Angelą Merkel a socjalistą Martinem Schultzem. Jednak nawet w przypadku pozytywnego dla UE scenariusza wyborczego zagrożenie nie mija. Obawy przed zatraceniem tożsamości narodowej i tradycji, lęk przed globalizacją czy rosnące nierówności społeczne znajdują uosobienie w postaci uchodźców z płonącej Syrii. Wiele do zrobienia ma sama Unia, której misja, czego dowodzą wyniki wyborcze, jest dla Europejczyków coraz bardziej niezrozumiała. Niezwykle zawiła machina urzędnicza, trudny do pojęcia system władzy w strukturach UE i wreszcie główny zarzut – brak realnych działań mających na celu rozwiązanie problemów wspólnoty – te wszystkie skutecznie podlane teoriami spiskowymi przez populistów wpływają na spadek popularności Brukseli. Pytanie o zdolności reformy UE i kształt, w którym ona pójdzie (elitarne, wąskie grono państw Europy Zachodniej czy, jak teraz, szeroka formuła paneuropejska; silniejsza czy słabsza pozycją struktur unijnych nad rządami państwowymi), jest kluczowe. W przeciągu najbliższych lat przekonamy się, jaką przyszłosć wybierze Europa – ładne sanatorium dla Azjatów czy mocarstwo?

Następny przystanek będzie bardziej egzotyczny – Brazylia. Widniejące na fladze narodowej hasło ,,Ordem e Progresso (Ład i Postęp) jawi się jako okrutny żart. W 2016 roku doszło do recesji, impeachmentu i odsunięcia od władzy prezydent Dilmy Rousseff z lewicowej Partii Pracujących. Skandal korupcyjny wokół państwowej spółki naftowej Petrobrasu ciągnie się, zataczając coraz szersze kręgi. Obecny prezydent Michel Temer  skompromitowany wieloma aferami podobnej natury byłby najchętniej widziany przez tysiące protestujących w roli parkietu do samby. O niezwykłej popularności tego polityka świadczy sama nazwa ruchu społecznego – Fora Temer (Wynocha Temer). Dość powiedzieć, że ponad połowa składu osobowego parlamentu jest zamieszana w aferę Petrobrasu – niedawno upubliczniono nagranie, w którym Temer naciska na jednego z ministrów w celu wydania zgody na budowę apartamentowca, ponieważ jeden z jego znajomych wykupił w nim lokal.  Oskarża się go także o przyjęcie ponad 3 milionów dolarów łapówki na kampanię samorządową w Sao Paulo. Brazylijczycy mają jak najbardziej prawo do złości. Licząca niemal 200 milionów mieszkańców Brazylia rozwijała się w zawrotnym tempie ponad 5% PKB w pierwszej dekadzie XXI wieku. Dzięki programom walki z ubóstwem udało się wyrwać z biedy do 40 milionów obywateli, a przed państwem rysowała się perspektywa zostania nowym mocarstwem na skalę globalną i poprawy sytuacji bytowej Brazylijczyków. Tymczasem zaczyna się 3 rok recesji, gospodarka maleje o 3% rocznie, niezwykle kosztowne imprezy sportowe jak Mundial (2014) oraz Igrzyska w Rio (2016) dodatkowo rozsierdziły opinię publiczną. Dodajmy do tego gigantyczne różnice ekonomiczne (kontrast faweli i penthausów na szczytach apartamentowców), opisaną wyżej wszechobecną korupcję i brak zaufania do klasy politycznej – wszystko to sprawia, że w tym roku spokoju w Brazylii raczej nie będzie.

Przenosimy się na Bliski Wschód – nowy kocioł bałkański. Spotykają się tu ambicje lokalnych watażków i fanatyzm religijny z interesami mocarstw (USA i Rosji). Scenariuszy jest wiele, nowe realia geopolityczne, czyli przede wszystkim wygrana Trumpa, mogą oznaczać konkretne rozwiązania dla regionu. Postarajmy się naszkicować obecną sytuację w Syrii. Zlepiona z różnych plemion, często sztucznie, na mocy układu Sykes-Picot z 1916 roku, z mniejszościami etnicznymi i religijnymi jak Kurdowie i Jazydzi, stała się  parę lat temu terenem zmagań między czynnikami zarówno wewnętrznymi, jak i zewnętrznymi. Prezydent Baszar al Assad jest popierany przez Rosję, która wspierając reżim, chce uchwycić przyczułki dla floty na Morzu Śródziemnym oraz zademonstrować swoje mocarstwowe ambicje. Iran – następny sojusznik zbrodniczego prezydenta – od dawna konkuruje z Arabią Saudyjską o prymat polityczny w regionie. W opozycji do niego stoją ugrupowania różnej maści – od środowisk umiarkowanych chcących normalizacji i ukarania rządzących za lata terroru i morderstw, po radykalnych islamistów z flagami ISIS na terenowych modelach Toyoty. Stany Zjednoczone, chcąc trzymać rękę na pulsie, wspierają środowiska centrowe. Należy także uwzględnić interesy Turcji, która obecnie przechodzi przechodzi w autorytaryzm Erdogana i dba zwłaszcza o brak koncesji dla syryjskich Kurdów, co mobilizowałoby do działania ich tureckich ziomków. Według badań amerykańskiego zespołu politologów z 2000 roku (Patrick M.Regan ,,Civil Wars and Foreign Powers”) statystyczna wojna domowa trwa około dekady. Zasoby państwa eksploatowane przez strony konfliktu z czasem naturalnie się wyczerpują, wtedy trzeba zawrzeć pokój lub zawiesić broń, chyba że dochodzi do interwencji czynników zewnętrznych. Tak właśnie było w Syrii. Najpierw pomoc ajatollahów dla Assada i lustrzane wsparcie Saudów dla opozycji, następnie po użyciu broni masowego rażenia do gry wchodzą Amerykanie, co wzbudza reakcje Kremla. Praktycznie niewyczerpane możliwości do pośredniej interwencji na płaszczyźnie dyplomatycznej i dostarczania nowej broni. Wobec tak niezwykle skomplikowanej mozaiki interesów prawdopodobieństwo przedłużenia wojny w Syrii, ponad standardowe 10 lat jest wysokie. Mocarstwa, zarówno globalne, jak i lokalne, prowadzą tzw. wojnę zastępczą (proxy war), w której najwyższą cenę ponoszą mieszkańcy Aleppo czy Damaszku. Jak wyglądają potencjalne możliwości rozwoju sytuacji? Walki mogłaby zakończyć interwencja jednego z mocarstw, w obecnej sytuacji jedynie Stany posiadają potencjał zdolny do takiej operacji, jednak po doświadczeniach Iraku i Afganistanu nie ma możliwości na takie działanie. Drugim scenariuszem, który podaje Łukasz Wójcik (Polityka 3076), jest zostawienie Syrii samej sobie. Bez wsparcia zagranicznych patronów walki potrwają jeszcze parę miesięcy, nim dogasną, odcięte od paliwa.

Reasumując, napisać, że rok 2017 będzie przełomowy i obfitujący w kluczowe rozwiązania, to jak nic nie napisać. Oczywiście, wyżej opisane problemy są jedynie powierzchownym zarysem wydarzeń globalnych. Należy pamiętać o trudnych relacjach Waszyngtonu z Iranem, wznowionych starciach na granicy pakistańsko-indyjskiej, władzy ,,filipińskiego Trumpa” w Manilli, chaosie w Wenezueli spowodowanym upadkiem gospodarki państwa czy zagrożeniem islamskim terroryzmem. Problemy geopolityczne to jedno, ludzkość stoi obecnie wobec wyzwania któremu zaradzić może tylko solidarność państw świata – ochrona środowiska. Smog opanował już nie tylko największe metropolie, od 1990 zniknęły lasy o powierzchni dwóch Turcji, Wielki Oceaniczny Płat Śmieci z roku na rok drastycznie przybiera na rozmiarach, globalne ocieplenie postępuje, a w rezultacie poziom wód będzie się podnosił. Jesteśmy w momencie, w którym rezolucje o ograniczeniu eksploatacji surowców kopalnych takich jak węgiel powinny stać się priorytetem. Czas pokaże, czy porozumienie z Paryża okaże się początkiem walki o naprawę środowiska. Wybory w Europie i Stanach Zjednoczonych pokazują skalę kryzysu społecznego, wykluczenie, lęk przed globalizacją i utratą stabilizacji jest wodą na młyn dla populistycznych polityków. Postęp technologiczny wiąże się z ograniczeniem ilości miejsc pracy, internet umożliwia osiągnięcie wielkiego zysku przez nieliczną grupę specjalistów. Nowoczesne platformy mediów społecznych jak nigdy wcześniej pokazują skalę nierówności. Na początku XVI wieku ruchoma czcionka Gutenberga doprowadziła do sukcesu ruchów protestanckich, teraz rolę rewolucyjną odgrywa nowe medium. Obecnie dostęp do internetu mają zarówno szwaczki z Bangladeszu, jak i nastolatkowie w Afryce subsaharyjskiej. Zakończmy ten artykuł cytatem Stephena Hawkinga – ,,Konsekwencje widoczne są już teraz: napędzani nadzieją biedacy uciekają do miast, zasiedlając slumsy. Kiedy okazuje się, że instagramowa nirwana jest nieosiągalna, szukają jej za morzami i oceanami, powiększając grupę ekonomicznych migrantów. Wywierają coraz większą presję na infrastrukturę i gospodarki krajów, do których przybywają, podkopując tolerancję i podsycając jeszcze bardziej polityczny populizm”.

I w takich właśnie realiach musi odnaleźć się ten biedny pan Waszczykowski. Nic dziwnego, że mylą mu się państwa.