Depresja. Największy dementor naszej cywilizacji. Coraz częściej słyszymy o tym, że ktoś miał depresję, przechodzi depresję, ktoś się samookalecza, miał próbę samobójczą. Do niedawna, i nadal zresztą, popularne są przewijające się na stronie tumblr.com profile depresyjnych nastolatków, a ostatnio w serwisie Netflix można obejrzeć serial „Thirteen reasons why”, w którym samobójczyni na trzynastu nagraniach opowiada, dlaczego zdecydowała się skończyć swoje życie. I tu dla wielu ludzi pojawia się problem, co o tej depresji tak naprawdę myśleć? Czy nie jest to moda, którą zachłystują się nastolatki chcące zwrócić na siebie uwagę i wycinające inicjały swojej wielkiej miłości na przedramieniu? Albo czy nie jest to po prostu pójście na łatwiznę, polegające na tym, że ludzie, zamiast stawić czoła smutkowi, jemu się poddają, a czasami się nim upajają w ten sposób kształtując swoją osobowość? A może to po prostu wina cywilizacji obowiązkowego szczęścia, robiącej z tych, którzy w danym momencie go nie odczuwają, ludzi chorych, ludzi cierpiących na depresję? A prawda, jak w większości przypadków, leży pośrodku.  W tym artykule postaram się obalić mity, a przytoczyć fakty o depresji, która, czy tego chcemy, czy nie, staje się, jeżeli już nie jest, chorobą cywilizacyjną. A skoro tak, stanowi duży problem, od którego nie należy uciekać, ale z którym trzeba spróbować sobie radzić. W pierwszej części przybliżę fakty, w dalszej rzeczy może nieco bardziej praktyczne.

FAKTY

Według ekspertyz WHO obecnie depresja znajduje się na czwartym, po bólu kręgosłupa, anemii i pylicy (Chiny) miejscu, wśród najczęściej występujących na świecie chorób czy schorzeń.  Jak to się przekłada na liczby? Na całym globie na depresję choruje około 350 mln ludzi, a w samej Polsce 1,5 mln, z czego 800 tys. jest leczonych farmakologicznie. Procentowo przedstawia się to następująco – z depresją walczy 5% ludności świata, 27 % mieszkańców Europy i wg różnych szacunków od 4 – 10% mieszkańców naszego kraju. Choć depresja najczęściej diagnozowana jest w wieku produkcyjnym, to już wśród młodzieży w wieku 18 lat co dziesiąta osoba jest chora. Chora to znaczy ze zdiagnozowaną depresją, która nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek wymysłem.

JAKĄ CHOROBĄ JEST DEPRESJA

Po pierwsze trzeba jeszcze raz podkreślić, że depresja to CHOROBA, którą, jak każdą inną chorobę, powinno się LECZYĆ. Jest stanem anormalnym, uniemożliwiającym poprawne funkcjonowanie. Smutek, rzecz jasna, jest rzeczą naturalną w życiu każdego człowieka, jest uczuciem, do którego odczuwania mamy całkowite prawo. Podobnie z cierpieniem – nikt za nim nie tęskni, ale jego obecność w życiu również nie powinna nikogo dziwić. O ile jednak cierpienie jest częścią życia, to depresja czyni życie cierpieniem bez końca. I to cierpieniem, smutkiem, którego postronnej osobie, a czasem nawet samemu choremu, trudno jest znaleźć przyczynę. Naturalnym stanem jest, gdy jest nam smutno, bo ktoś umarł, rozstaliśmy się z chłopakiem/dziewczyną, nie potrafimy odnaleźć się w nowej sytuacji. Gdy jednak stan przygnębienia czy też rozpaczy, stuporu, apatii trwa więcej niż dwa tygodnie, warto udać się do lekarza, by sprawdzić, czy przypadkiem nie padło się ofiarą depresji.

CHARAKTERYSTYKA DEPRESJI

Jej podstawowymi i głównymi objawami są OBNIŻONY NASTRÓJ (zazwyczaj pojawiający się rano, utrzymujący przez większą część dnia, wszechogarniające poczucie smutku i przygnębienie niezależne od sytuacji), UTRATA ZAINTERESOWANIA (apatia, brak zainteresowania rzeczami, które zwykle sprawiły danej osobie przyjemność, tzw. ahedonia – zobojętnienie emocjonalne), OSŁABIENIE ENERGII (szybsze męczenie się, ciągła senność, która nie przekłada się na jakoś i długość snu).  Jak już pisałam, stan taki może być naturalny bezpośrednio po jakimś tragicznym dla danej osoby wydarzeniu, ale gdy utrzymuje się dłużej, powinno być to powodem zaniepokojenia.

Do tych głównych objawów dołączyć muszą przynajmniej dwa dodatkowe, takie jak np. zaburzenia snu (np. zbyt wczesne budzenie się, urywany sen), myśli samobójcze, spadek samooceny, bezpodstawne poczucie winy, zaburzenia odżywiania (zazwyczaj zmniejszenie apetytu, może się to łączyć też z bulimią czy anoreksją, zgodnie z zasadą, że „nieszczęścia chodzą parami”), spowolnienie psychoruchowe, trudności związane z zapamiętywaniem i koncentracją uwagi.  Warto jednak pamiętać, że depresja depresji nierówna i można ją różnie klasyfikować. Na przykład ze względu na przebieg dzieli się ją na lekką, umiarkowaną lub głęboką, a ze względu na jej przyczynę (albo jedną z przyczyn) na endogenną, tj. dziedziczoną, lub genetyczną i reaktywną, tzn. taką, która stanowi reakcję na jakieś trudne wydarzenia. Oprócz tego można spotkać się z jeszcze innymi klasyfikacjami, wyróżniającymi podtypy depresji, co również warto uwzględniać w diagnozie i późniejszej psychoterapii, leczeniu. Dla zainteresowanych dokładny opis danych typów znajduje się w internecie, ja jedynie przytoczę ich nazwy zgodnie z klasyfikacją diagnostyczną Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego. Są to: 1) depresja melancholiczna (tzw. typowa), 2) depresja atypowa, 3) depresja krótkotrwała nawracająca, 4) depresja sezonowa, 5) depresja o przebiegu przewlekłym (dystymia) – tu tylko wspomnę, że chodzi o sytuację, gdy stan taki utrzymuje się ponad 2 lata, 6) depresja będąca reakcją na żałobę, 7) depresja poporodowa, 8) depresja w wieku starszym, 9) depresja maskowana – tu też zrobię wyjątek, chodzi o depresję, przykrywaną przez inne objawy chorobowe, których źródło jest często to samo, mogą być to objawy takie, jak np. zespół obsesyjno –kompulsywny np. nerwica natręctw, nadużywanie alkoholu, narkotyków, leków, jadłowstręt psychiczny, 10) depresja psychotyczna.   Gdy już wiemy, na czym polega depresja i jak uciążliwe i przykre ma objawy pojawia się standardowe pytanie –

CO POWODUJE DEPRESJĘ?

Tutaj pojawia się problem, gdyż nadal nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Jest już jednak sporo wskazówek, które pomagają w leczeniu depresji, szczególnie z użyciem farmakologii. Najczęściej powtarzana hipoteza zakłada jednak, że przyczyną pojawienia się depresji jest nierównowaga chemiczna w mózgu. Mówiąc prosto, to, co odpowiada za odczuwanie szczęścia u ludzi z depresją, leży i kwiczy. Mowa o tzw. neuroprzekaźnikach, których wystarczająca obecność jest konieczna, by utrzymać psychiczną równowagę. Są to m.in. serotonina, noradrenalina oraz dopamina, przy czym serotonina jest najczęściej obecna w lekach przypisywanych osobom chorującym na depresję. Druga teoria objawy depresyjne składa na karb nieprawidłowego poziomu aktywności kory przedczołowej, a w szczególności jej prawego płata czołowego, który stanowi część układu nagrody i kary, odpowiadającego za hamowanie ukierunkowanych na cel dążeń oraz impulsów popędowych. Niezależnie od teorii w leczeniu używa się zarówno psychoterapii, jak i farmakologii. Tak jak z każdą CHOROBĄ  jednak, nie wszystkim pomoc farmakologiczna wiele daje, czasem ważniejsza jest dla tych osób psychoterapia, a czasem – czas.

Najważniejsze jest jednak uznanie tego stanu za chorobę, a co za tym idzie „coś”, co można leczyć. Coś, z czym powinno się walczyć. I „coś”, co powinno sprawiać, że jesteśmy wyrozumiali i pełni ciepła w stosunku do osoby, która na to „coś” cierpi. Ta świadomość pomaga także zrozumieć, że apatia, otępienie nie są zależne od dobrej woli danej osoby, pojawiają się wbrew jej woli. Musimy mieć świadomość, że osoba z depresją nie jest żadnym „świrem” czy psychopatą, tylko osobą chorą, cierpiącą, która w dodatku nie stanowi żadnego zagrożenia dla świata, a jedynie, niestety, dla siebie. Sytuacja osób chorych na depresję jest w dużej mierze zależna od NASZEGO DO NICH nastawienia. W XXI wieku już nikt nie powinien myśleć o wizycie u PSYCHOLOGA jak o jakiegoś rodzaju hańbie, wstydzie. Tak samo nie powinien traktować brania leków psychotropowych za przypał, za potwierdzenie czyjejś NIENORMALNOŚCI. Osoby chore na depresję często wstydzą się o tym mówić, nie chcą iść do psychologa czy psychiatry właśnie przez takie nieostrożne sądy tych, którzy z depresją nigdy nie mieli nic wspólnego. My musimy pamiętać, że gdy boli nas gardło, mamy gorączkę – bierzemy leki, gdyż chcemy, by stan choroby się skończył, bo utrudnia nam on funkcjonowanie. Taką samą rolę pełnią leki na depresję.

JAK POMÓC OSOBIE CIERPIĄCEJ NA DEPRESJĘ?

Nigdzie, tak jak w tym przypadku, nie sprawdza się łacińskie „Primum non nocere” ( Po pierwsze – nie szkodzić). Jak już wcześniej pisałam, dużo zależy od nas, otoczenia osób cierpiących na depresję, jak będą się one z nią czuły w społecznościach. A o ile wiemy (mniej więcej), jak postępować przy osobach sparaliżowanych lub mających raka, tak, z powodu tego, że mało się o tym mówi, przy osobach z depresją często zachowujemy się jak słonie w składzie porcelany. Choć nasza pomoc w pierwszej kolejności powinna polegać na namawianiu osoby cierpiącej na wizytę u psychologa i psychiatry, dzięki którym rozpocznie profesjonalne leczenie, to niezwykle ważna jest także nasza nieszkodząca takim osobom obecność.

Co ważne, często naszą naturalną reakcją jest odwoływanie się do własnych odczuć i opinii. Musimy zrozumieć, że osoby chore na depresję nie postrzegają świata tak jak my. Niezależnie od tego, czy winę za to ponosi nierównowaga chemiczna w mózgu, czy też coś innego, u osób chorych na depresję mamy do czynienia, mówiąc obrazowo, z płynięciem czarnej rzeki. Choć pogoda (okoliczności, wydarzenia) się zmieniają, czasem nurt (przebieg) rzeki jest łagodniejszy, to jednak cały czas bije od niej niezdrowa aura, unosi się zapach zgnilizny i rozkładu (negatywne myśli, nieokreślony lęk), które nie pozwalają cieszyć się z często pięknej, pobliskiej rzeki, przyrody (życia, wartości własnej osoby, otaczających osób). Pierwszą zasadą jest więc niemówienie niczego w stylu „ Weź się w garść, patrz jak jest pięknie. INNI MAJĄ GORZEJ”. Mówienie takich rzeczy osobie z depresją można porównać ze zwróceniem się do zadyszanego astmatyka ze słowami „Ogarnij się, oddychaj, przecież tu jest tyle powietrza!”. Może i jest, ale nie dla tej osoby. Co innego, gdy ktoś się użala nad sobą, ale nie jest chory, wtedy taki tekst może pomóc, ale nie osobie z depresją. Podobnie, gdy komuś jest smutno z powodu rozwodu rodziców, a Ty czytelniku miałeś podobną sytuację, wskazanym nawet jest powiedzieć „Wiem, co czujesz, sam to przeżywałem. Ale nie martw się. Jakoś się ułoży”, tak w przypadku osób cierpiących na depresję nie ma co odwoływać się do swoich doświadczeń, choćby rzeczywiście wydawały nam się lub po prostu były podobne. Osoba chora jest na tyle obezwładniona swoim poczuciem beznadziei, że nie jest w stanie uwierzyć w to, że ktoś mógł czuć coś podobnego. O wiele lepiej wobec tego jest powiedzieć w takiej sytuacji „Nie mogę sobie wyobrazić tego, jak się czujesz. To musi być dla Ciebie bardzo trudne. Jak sobie z tym radzisz?”. Tym samym paradoksalnie chory czuje się przez nas bardziej zrozumiany niż gdybyśmy mówili, że wiemy dokładnie, co czuje. Dodatkowo czuje się bardziej akceptowany – uznajemy bowiem to, że bardzo cierpi, a jego zachowanie nie jest jedynie wynikiem słabości, z którą my już kiedyś w przeszłości świetnie sobie poradziliśmy. Co więcej, pytając, jak taka osoba radzi sobie z sytuacją, wskazujemy na jej siłę, jednocześnie pomagamy uzmysłowić sobie, co jest pomocne w walce z tym stanem. Warto też osobę taką za jej wysiłek, jaki wkłada w walkę z chorobą, pochwalić – „Podziwiam Ciebie, jesteś bardzo dzielny/a. Nie wiem czy ja bym dała sobie radę”. Chory potrzebuje pochwał.

Pojawia się też pytanie, czy w przypadku rozmowy, w momencie gdy chory nie zacznie tego tematu, udawać, że nie widzi się w jego zachowaniu żadnych zmian, przygnębienia itd.? Czy wręcz przeciwnie, pytać wprost? Osoby z depresją najczęściej chcą komuś powiedzieć o tym, jak się czują, ale potrzebują do tego wyraźnej zachęty, gdyż dla większości społeczeństwa jest to temat niezwykle wstydliwy. Wg badań firmy VOLKSKRANT dla mężczyzn bardziej wstydliwe od depresji są jedynie problemy seksualne. Jak jednak zacząć taką rozmowę? Na pewno nie słowami „Co tam u Ciebie słychać”, na które to pytanie każdy zwyczajowo odpowie „Dobrze”. Również niedobrze jest mówić „Dlaczego jesteś ciągle taki markotny/a?”, bo chory sam chciałby znać odpowiedź na to pytanie. Więc jak?! Można odwołać się do wyglądu osoby chorej mówiąc „ Ostatnio wydaje mi się, że jesteś jakaś bledsza, mniej się odzywasz. Jak się dziś czujesz?”, „ Mam wrażenie, że jesteś ostatnio smutna, może chcesz o czymś porozmawiać?”. Tego rodzaju pytania sprawiają, że chory jest w stanie uwierzyć w to, że jego stan rzeczywiście Ciebie interesuje, a nie jest jedynie grzecznościową formułką. Niekoniecznie jednak od razu szczerze odpowie na tak postawione przez Ciebie pytania, będzie jednak czuł się dla Ciebie ważny, na tyle, że jesteś nim przejęty. Osoby takie bardzo potrzebują czuć się potrzebne, gdyż ich samoocena wyraźnie spada, gdy widzą swoją mniejszą efektywność pracy itd. Choć nie zawsze wypada mówić o swoich problemach, w odpowiedzi na usłyszane problemy innych w tym wypadku jest to nawet wskazane. Dzięki temu zmniejszamy dystans pomiędzy sobą a chorym, pokazujemy mu, że również mamy problemy, nie jesteśmy ze stali, ale często jesteśmy słabi i nieporadni. Fakt, że rozmawiamy z nią o swoich problemach jest dla takiej osoby właśnie sygnałem, że jest ona potrzebna, że wierzymy w jej mądrość, w jej zdolności. Jak już pisałam, chory nie zawsze od razu zacznie mówić, musi nabrać zaufania, dlatego też najważniejsze jest po prostu BYĆ przy takiej osobie. Każdemu człowiekowi potrzebna jest bliskość drugiego człowieka, a szczególnie ważne jest to dla osób z depresją, mimo że może nam się, przez ich aspołeczne zachowania, zamknięcie w sobie, wydawać, że jest zupełnie odwrotnie. Bardzo kojącym dla takiej osoby jest usłyszeć słowa „ Jestem przy Tobie. Nie jesteś sam/a. Razem sobie z tym poradzimy”. Ważne również jest to, by nie tworzyć jakichś nienaturalnych sytuacji, gdy chcemy usadzić osobę prawie że na kozetce i przepytać z jej problemów. Traktować jak dziecko. Trzeba właśnie w miarę możliwości rozmawiać, a przynajmniej mówić o tym, co dawniej, przypominać radosne obrazy z przeszłości, by ta osoba po pierwsze czuła się normalnie, po drugie uświadomiła sobie tymczasowość swojego stanu, który w momencie choroby często staje się nieskończony. Dobrze jest iść z taką osobą na rower, na spacer, gdzie naturalnymi będą chwile ciszy, przerwy w rozmowie, gdy osoba taka może też zobaczyć, że chcemy z nią przebywać tak po prostu, dla niej samej. Nieocenione jest także pozytywne działanie wysiłku fizycznego i przybywania na powietrzu. Pierwsze z wymienionych pozwala skupić się na swojej fizycznej, nie psychicznej części, pozwala również wyznaczać sobie i po kolei osiągać mniejsze cele, co daje niewątpliwą satysfakcję. Samo zaś obcowanie z przyrodą również pozwala na zdystansowanie się w pewnej mierze od swoich problemów dzięki uchwyceniu ładu panującego w naturze.

PODSUMOWANIE

                                  

 


Bibliografia

 

  • www.online.synapsis.pl

 

www.poradnikzdrowie.pl