Autorką tekstu jest Lena Szalewska:

 

Mam wrażenie, że ostatnio sekundy bywają coraz krótsze. A może to społeczeństwo je takimi czyni? Świat, mimo swojej opiewanej potęgi i piękna, zwykł się przecież do niego dostosowywać. Człowiek postanowił pędzić – rzeczywistość więc pędzi razem z nim. Jedzone w niemal niezmienionej formie przez tysiące lat płatki owsiane, tzw. „górskie”, zostają wypierane przez „błyskawiczne”, herbata liściasta przez ekspresową, zwykły garnek na kuchence przez multicookery, etc. Czujemy się najważniejsi i na tym przekonaniu budujemy naszą rzeczywistość. Wychodzimy z założenia, że natura lub (w wersji dla wierzących) Bóg przyznali nam monopol na zarządzanie Ziemią bądź, pójdźmy dalej, myśleniem. Nawet zespół najpiękniejszych cech, jakie może posiąść stworzenie żywe, nazwaliśmy człowieczeństwem. Jestem daleka od negowania takiego podejścia, choć momentami pachnie ono narcyzmem, niemniej jednak chciałabym, żebyśmy bardziej krytycznie podchodzili do siebie oraz kierunku, w jakim zmierzamy. Wraz z władzą i wszystkimi walorami, które sobie przypisujemy, podąża odpowiedzialność. Ona z kolei nie znosi ani pośpiechu, ani trywializacji, a tym bardziej ignorancji. Proces przenikania tych trzech „przekleństw” do życia codziennego postępuje. Być może w ogóle nie narodzi się następne pokolenie bohemy, a idea „sztuki dla sztuki” odejdzie w niepamięć. Być może czerń wraz z bielą staną się barwami podstawowymi, które całkowicie podporządkują sobie ludzką percepcję? Być może zapomnimy, że oglądanie drugiej strony medalu równie dokładnie korzystnie wpływa na mechanizm wyrabiania sobie o nim opinii…

 

Nie wszystko można uprościć, nie przeinaczając pierwotnej istoty rzeczy, w wielu przypadkach trzeba po prostu zaakceptować jej zawiłość. Wielu z nas i tak to robi – przez co masowo spłycamy np. kwestię dbania o zdrowie psychiczne. Trudno jest zrozumieć, że przypadłości z nim związane są zupełnie nieporównywalne do fizycznych – działające na innych zasadach, często niewidoczne, jednak równie niebezpieczne oraz poważne. Najbardziej mylnie postrzeganymi z nich są zaburzenia odżywiania – niezwykle popularne i na czasie, a jednak w większości przypadków swoje pojęcie o nich  ludzie opierają na masie stereotypów, w ogóle niepokrywających się z prawdą. Po pierwsze – są one chorobami duszy, a nie ciała. Termin określający skrajnie niską masę ciała to niedowaga lub wychudzenie, natomiast osoba cierpiąca na anoreksję może mieć nawet nadwagę i nie czyni to jej w żadnym stopniu „mniej chorą”. Zaburzenia odżywiania nie dyskryminują – mogą paść ich ofiarą wszyscy, bez względu na płeć, wiek, kolor skóry czy sytuację materialną. Nie są wyborem ani fanaberią, nie można „po prostu zacząć jeść” i stoi za nimi zdecydowanie więcej niż zwykła fascynacja chudością. Bardzo trudno jest je wyleczyć, duża część chorujących po ukończeniu terapii wraca do starych nawyków, 30% popełnia samobójstwo lub umiera na skutek niewydolności organów, co czyni zaburzenia odżywiania chorobą psychiczną o najwyższym współczynniku śmiertelności.

 

Przyjęto, że zaburzenia odżywiania po raz pierwszy masowo zaczęły się pojawiać w  średniowieczu. Wtedy wśród młodych dziewcząt niezwykle popularna była praktyka „umartwiania się w religijnym ferworze” poprzez ścisły post (anorexia mirabilis), co w skrajnych przypadkach doprowadzało do samozagłodzenia (św. Katarzyna ze Sieny).  Czy faktycznie tak drastyczne działanie motywowała żarliwa wiara? To podlega dyskusji. Perspektywa współczesnego człowieka niemal automatycznie przypina im łatkę fanatyczek na skraju obłędu. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, iż wówczas kwestia sposobu oddawania czci Bogu była jedyną, w której większość kobiet mogła mieć cokolwiek do powiedzenia.

 

W ostatnich latach pojawiła się hipoteza, że pierwsza żona Henryka VIII, Katarzyna Aragońska, również mogła cierpieć na anoreksję, zaburzenia odżywiania oraz depresję. Historia młodości królowej, zapamiętanej głównie dzięki swojemu rozwodowi wiele lat później, stanowi zaskakujące tło dla wydarzeń, które – wydawałoby się – przecież wszyscy znamy.

 


W marcu 1509, rozżalona księżniczka Catalina listownie błagała ojca o możliwość powrotu do ojczyzny, nawet za cenę wstąpienia do stanu duchownego. Na wiecznie zimnej i mokrej angielskiej ziemi, nijak przypominającej barwny krajobraz ukochanej Andaluzji, tkwiła od początku stulecia, coraz bardziej pogrążając się w nędzy. Od trzeciego roku życia była przygotowywana do roli żony Artura Tudora, najstarszego syna Henryka VII. Małżeństwo okazało się rozczarowaniem, w dodatku krótkotrwałym, bo zaledwie pięciomiesięcznym. Od tamtej pory pozycja Cataliny wahała się z tygodnia na tydzień, zależnie od humoru króla. Przyszłość księżnej wdowy, do tej pory jasno określona w kontraktach, teraz podlegała dowolnej interpretacji. Stała się kartą przetargową o zmiennej wartości, co Anglicy nie omieszkali wykorzystać. Po 7 latach mniej lub bardziej wysublimowanych szykan, utracie niemal całej świty i wyprzedaniu przywiezionych z Grenady kosztowności, dziewczyna znajdowała się na skraju desperacji. „Obawiam się, iż z uwagi na problemy, moje życie będzie krótkie. (…) Lękam się, iż mogę uczynić rzecz, której nie będziecie mogli zapobiec – ani Wasza Wysokość, ani król Anglii, chyba że – na co nalegam – przyślecie po mnie.” – groziła ojcu w kolejnym liście.

Catalina była córką Izabeli Kastylijskiej i Ferdynanda Aragońskiego – jednoczycieli Hiszpanii jako królestwa, za których panowania Kolumb odkrył Amerykę, a rekonkwista została zakończona. Królowa Izabela budziła postrach w całej Europie – była jednocześnie gorliwą krzewicielką wiary katolickiej o typowym dla średniowiecza, radykalnym usposobieniu, piękną kobietą i kochającą matką, wychowującą dzieci w idei humanizmu. Całkowicie zdominowała męża w kwestii polityki, stając się jednym z najbardziej wpływowych graczy na europejskiej arenie. Po monarszym potomstwie spodziewano się porównywalnej charyzmy oraz siły charakteru, tymczasem jedyną podobną do niej córką okazała się Juana, mająca z kolei tej zaborczości w sobie zbyt wiele – za co nadano jej później przydomek „la Loca” (z hiszp. szalona). Kobiety z dynastii Avis łączyło też inne, niezdrowe podobieństwo. Często wspominana jest ich melodramatyczna natura – przede wszystkim pragnęły kochać oraz być kochane, a do osiągnięcia swoich celów zdolne były do znaczących manipulacji. Jednak nie wszystkim zdarzeniom mogły zapobiec, a w niepewnych czasach styku średniowiecza oraz ery nowożytnej żadna miłość nie rokowała dobrze. Zazwyczaj kończyły więc życie w ciężkiej depresji lub innej chorobie psychicznej, głęboko nieszczęśliwe i osamotnione. Tę cechę, choć ukrytą pod płaszczem uległej poprawności, z pewnością odziedziczyła również Catalina. Gdy w 1500 roku Henryk VII zaczął nalegać na trwałe przeniesienie piętnastoletniej księżniczki do Anglii, ta zaprzestała jedzenia. Po hiszpańskim dworze krążyła opinia, że dziewczyna potrafi rozchorowywać się „na życzenie”. Królowa Izabela tłumaczyła opóźnienia w realizacji kontraktu małżeńskiego córki jej „kolejnymi kłopotami zdrowotnymi” – niewykluczone, że wynikającymi wyłącznie z autodestrukcyjnych zachowań.

Księżniczka w listopadzie 1501 r. dotarła do Londynu, gdzie wzięła ślub z Arturem Tudorem. Pięć miesięcy później chłopak zmarł na tzw. angielskie poty, hipotetycznie odmianę Eboli, pustoszącą w tym czasie Wyspy Brytyjskie. Dla Cataliny był to z pewnością szok, trudno natomiast mówić o traumie, jako że małżonkowie nie zdążyli się ze sobą zżyć. Ponadto mariaż prawdopodobnie nigdy nie został skonsumowany, nikt zresztą na to nie naciskał, ze względu na wiek księcia. Powszechna żałoba w pewnym sensie przyniosła dziewczynie ulgę – nareszcie nie musiała ukrywać przejmującej tęsknoty za domem. Przytłaczała ją wieczna szaruga, przejmujący chłód zamkowych murów oraz toporność języka, którego nie rozumiała. Na hiszpańskim dworze panowała względna abstynencja, tymczasem w Anglików pito wyłącznie piwo lub wino, wody zaś unikano, mając na względzie jej nieczystość. Na przybyłą z Grenady służbę (złożoną częściowo z ciemnoskórych Maurów), stanowiącą jedną z nielicznych pociech księżnej wdowy, patrzono  natomiast jak na raroga.

W 1503 roku zadecydowano, że Catalina wyjdzie za brata Artura, Henryka, kiedy ten osiągnie pełnoletniość. Niedługo potem tę decyzję zmieniono, następnie ponownie potwierdzono – i tak kilka razy. W międzyczasie zmarła niespodziewanie Elżbieta York, żona Henryka VII, będąca jedną z nielicznych orędowników młodej Hiszpanki. Królowa Izabela przestała odpowiadać na listy córki, a po roku ciszy dotarło zawiadomienie również o jej śmierci. Król Anglii zaczął wykorzystywać synową do wywierania wpływu na Ferdynanda Aragońskiego – w zależności od sytuacji ucinał środki na utrzymanie Cataliny i jej dworu, zmuszając dziewczynę do sprzedaży niemal całej garderoby. Kiedy odwiedzała Pałac Richmond, król troszczył się o to, by została zakwaterowana w najbardziej cuchnących komnatach. Nieprzyjemności, które księżna wdowa musiała znosić, można by wymieniać godzinami. Wielokrotnie skarżyła się ojcu w listach, jak najdobitniej starając się przekazać obraz nędzy, w której jest zmuszona żyć. Ten aliści pozostawał nieugięty i nakazywał dalsze okazywanie bezwzględnego posłuszeństwa Henrykowi VII.  „(…) żadna kobieta, niezależnie od swojej pozycji społecznej, nie cierpiała tak jak ja” – pisała. „Kocham cię bardziej niż jakikolwiek ojciec kochał swą córkę” – odparł Ferdynand w odpowiedzi, nie zrobił jednak nic, by dowieść prawdziwości swych słów.

Jedynymi momentami, kiedy król Anglii patrzył łaskawszym okiem na synową, były nawroty „kłopotów zdrowotnych”. O ile jej niedogodności były mu na rękę, nie mógł pod żadnym pozorem dopuścić do jej śmierci, a Catalina w pełni to wykorzystywała. Henryk VII gwarantował księżnej odpowiednią opiekę medyczną, natomiast o doborze metod leczenia decydowała ona sama, za każdym razem wybierając swoją ulubioną – upuszczanie krwi. Wiąże się z tym smutna historia, kiedy to podczas jednego z takich zabiegów nacięcie wykonano dwukrotnie – na nadgarstku i kostce, a mimo to dziewczyna nie uroniła ani kropli. Świadkowie tego wydarzenia stwierdzili, że osamotniona i pogrążona w depresji Catalina miała już upuszczoną całą krew.

Trudne lata wdowieństwa księżna przetrwała w dużej mierze właśnie dzięki swojej melodramatycznej naturze. Los jej przez długi czas nie oszczędzał, jednak po siedmiu latach fortuna odwróciła się. Jeszcze w marcu 1509 zrozpaczona dziewczyna odgrażała się ojcu samobójstwem. 21 kwietnia tego samego roku umarł Henryk VII, na tron wstąpił jego syn i niespodziewanie zadeklarował chęć poślubienia Cataliny. Ceremonia odbyła się dwa miesiące później, a wraz z nadejściem lipca Anglia oficjalnie miała nową parę monarchów – Henryka VIII i Katarzynę Aragońską.

Wraz z rozpoczęciem panowania młodego króla atmosfera na dworze uległa diametralnej zmianie. Na porządku dziennym znalazły się zabawy, maskarady i pełne przepychu przedstawienia, często inicjowane przez samego monarchę. Stan Cataliny z dnia na dzień się poprawiał, niemniej jednak jej opanowanie wyraźnie kontrastowało z towarzyską i beztroską naturą męża. Dziewczyna potrzebowała czasu, by odnaleźć się w nowej rzeczywistości – a król doskonale to rozumiał i akceptował.

Ich małżeństwo rozpoczęło się bardzo szczęśliwie, jako że miało pod sobą stabilny grunt wieloletniej przyjaźni. Henryk znał Catalinę od dzieciństwa, wiedział więc również o jej  autoagresywnych skłonnościach. Po letnich zaślubinach kwestia monarszego potomstwa stała się sprawą państwową. Na jaw wyszło, że królowa miesiączkuje bardzo nieregularnie, a według niektórych nie jest w ogóle zdolna do urodzenia dziecka. Dziewczyna ignorowała sugestie zwiększenia ilości konsumowanego jedzenia, zasłaniając się na przemian brakiem apetytu lub religijną pasją. Na głód narzekała jedynie w dni postne, gdy spożywano rybę – pokarm uznawany w tamtych czasach za niepełnowartościowy i gorszy od zwykłego mięsa. Z kolei „na każdego, kto spożywa pieczeń, spogląda się niczym na heretyka” – zapisano w jednej z kronik. Po wyczerpaniu wszystkich dostępnych form perswazji zaniepokojony Henryk VIII wystosował prośbę do papieża, by ten nakazał Catalinie regularne przyjmowanie pokarmów. Odpowiedź dotarła do Pałacu Greenwich nad wyraz szybko. „Bez Waszej zgody nie wolno jej brać udziału w (…) postach, abstynencji i pielgrzymkach ani żadnych innych przedsięwzięciach, które mogłyby stanąć na drodze do spłodzenia dzieci. (…) [książę Walii] ma prawo na podstawie obserwacji wydarzeń przeszkodzić jej w rozpoczęciu postu czy też innych czynności lub zapobiec złamaniu zakazu.” – napisał Juliusz II.

Dziewczyna została przyparta do muru. Postanowiła spróbować się zmienić, dla dobra swojego małżeństwa oraz przyszłości Anglii, za którą czuła się odpowiedzialna. Powróciło wspomnienie królowej Izabeli i nadzieja na dorównanie jej chociażby na polu macierzyństwa. W listopadzie 1509, kiedy Londyn jeszcze nie ostygł po wielomiesięcznej weselnej fecie, nagle gruchnęła informacja – Catalina jest w ciąży. Dwór niemal natychmiast rzucił się w wir przygotowań na przybycie królewskiego dziecka. Niebawem na ręce panujących zostały złożone gratulacje od ojca przyszłej matki. Ferdynand Aragoński znał córkę jak nikt inny i nie omieszkał w liście jej błagać, by w tym jakże ważnym czasie dbała o siebie jak należy.

Na ile zastosowała się do tych próśb? Nie wiadomo. Faktem jest natomiast, że ostatniego dnia stycznia 1510 królowa urodziła martwą córeczkę. Spośród minimum 7 ciąż, w jakie udało jej się zajść w następnych latach, dłużej niż 2 miesiące przeżyła tylko Maria, późniejsza władczyni Anglii, powszechnie znana jako Bloody Mary.

Catalina była żoną Henryka VIII Tudora przez 24 lata. Wraz z mężem tworzyła zgrany duet przyjaciół i polityków, niemniej jednak pozostawała wciąż niespełniona w kwestii miłosnej. Młody król szybko znalazł bardziej rozrywkowe kochanki, które nie były zajęte ciągłym udręczaniem się. Co więcej – one nie miały problemu z utrzymaniem ciąży, a ich dzieci w większości dożywały wieku dorosłego. Królowa każde poronienie odbierała jako swoją własną nieudolność, niemożność spełnienia swojego najważniejszego obowiązku i tym samym staczała się coraz głębiej w otchłań depresji. Pod koniec lat 20. XVI wieku wiadomym było, że jej możliwości reprodukcyjne się wyczerpały. Henryk był już szaleńczo zakochany w Annie Boleyn, dwórce i kompletnym przeciwieństwie swojej żony, która z kolei stała się wyłącznie przeszkodą na drodze do utrzymania ciągłości dynastii. Sprawa rozwodu królewskiej pary stała się przyczynkiem konfliktu Anglii z papiestwem, skutkującym schizmą w roku 1534.

 

Historia jest nauką wymagającą jednocześnie obiektywności, wrażliwości oraz tolerancji. Należy pamiętać, że w gruncie rzeczy nie zajmuje się jakaś obcą materią, ale ludźmi, jakkolwiek banalnie to brzmi. Nie różnią się oni znacznie od nas samych, a przynajmniej nie w stopniu, jaki byśmy sobie wyobrażali. Emocje i dylematy też w swojej istocie pozostały podobne. Wszyscy chcemy kochać oraz być kochani, boimy się zmian, samotności, ryzyka, śmierci, przyszłości… Jednocześnie każde z nas jest samodzielną jednostką, która mniejszy lub większy, ale zawsze unikatowy sposób zmieni bieg historii.