1. Przełom wieków. Żywa reklama ,,ludzika Michelin”, inaczej Bibendum. Pomysł narodził się w 1894 roku w głowach braci Andre i Edouarda Michelin. Widząc na wystawie handlowej w Lyonie stos  rowerowych opon, wpadli na pomysł, który nie dał im już spokoju. Cztery lata później spotykają znanego w świecie reklamy rysownika o pseudonimie O’Galop. Bazując na innym projekcie tego artysty, stworzono grubawego człowieczka w karykaturalnych binoklach, poddanego właściwej obróbce na potrzeby rynków. I tak w wersji brytyjskiej raczył się cygarem oraz pucharkiem wypełnionym potłuczonym szkłem, za hasło mając parafrazę utworu Tennysona „Moja siła jest siłą dziesięciu, ponieważ moja guma jest czysta”. Na Półwyspie Apenińskim otaczał się urodziwymi kobietami, a w Afryce Południowej zagrał beduina. Pozostaje odwieczne pytanie – dlaczego jest biały? Nie jest to w żadnym wypadku rasistowski wybryk handlowców doby końca wieku, ale wynika z koloru opon stosowanych w tamtym czasie. Dopiero na początku XX stulecia do gumowej mieszanki zaczęto dodawać sadzę, co skutkowało czarnym zabarwieniem opon.

 

  1. Członkowie załogi pancernika Potiomkin na kutrze obsługi portu w rumuńskiej Konstancy. Rok 1905 to czas wielkich niepokojów w carskiej Rosji. Szokująca przegrana z Japończykami w walce o Koreę, krystalizowanie się rewolucyjnej partii bolszewickiej, narastające różnice społeczne, powszechna bieda, głód i brak perspektyw na poprawę – carat znajduje się na równi pochyłej. Tradycyjne podpory tronu, czyli chłopstwo i wojsko, przestają być posłusznymi narzędziami w rękach petersburskiego despoty. 22 stycznia 1905 roku pokojowa manifestacja udaje się przed oblicze carskie z petycją. Mikołaj II przywdziewa strój robotnika i zapowiada nadanie liberalnej konstytucji. W przypadku Ludwika XVI na krótko podziałało, ale car zdecydował się na opcję siłową. Protestujących (niosących portrety władcy i prawosławne ikony) witają salwy piechoty i szarża kozaków. Zabitych ponad tysiąc, rannych kilkukrotnie więcej. Rosja pogrąża się w chaosie manifestacji, strajków, tworzących się rad bolszewickich. We flocie, gdzie nastroje rewolucyjne były szczególne, wywrotowcy planowali regularne powstanie. Ciśnienie narastało, iskrą do wybuchu był barszcz. Ugotowany na starym mięsie śmierdzący barszcz – nad tym nawet twardy marynarz rosyjski nie mógł przejść do porządku dziennego. Powieszono 6 oficerów, w tym dowódcę okrętu, obrano 25-osobową radę i ruszono do Odessy. W Petersburgu dość już było tych figli. „Prikaz” poszedł i kilkanaście okrętów carskich zaczęło polowanie na Potiomkina. Tymczasem zrewoltowani marynarze uprawiali rewolucję w Odessie, na wieść o pościgu wyruszyli w morze, natrafili na misję pacyfikacyjną i…nic. Cała flota czarnomorska była do tego stopnia poddana fali wydarzeń minionych miesięcy, że odmówiła ostrzału kolegów. Tutaj szczęście Potiomkina się kończyło. Nie mogąc znaleźć uzupełnienia zapasów węgla, zawinął do rumuńskiej Konstancy, gdzie marynarze poddali okręt. Na wpół zatopiony czekał na dalsze decyzje. Kolejne miesiące były dla Rosji przełomowe, energiczny premier Stołypin szybko robił porządki z opozycją. Skutkiem 15 000 padło od kul i pałaszy, 20 000 zostało rannych, a ponad 70 000 poszło do więzień. Pierwsza rewolucja rosyjska została stłumiona, a los barszczowych puczystów przypieczętowany.

 

  1. Ikoniczna szarża lekkiej brygady 25 października 1854 roku. Wojska rosyjskie generała Pawła Liprandiego podjęły śmiałą próbę zdobycia Bałakławy, głównej bazy logistycznej wojsk brytyjsko-francuskich na Krymie. Szarża ta, będąca nawet nie tyle pokazem brawury i dosłownie ułańskiej fantazji, ile rekonstrukcją wielkich natarć kawalerii z czasów wojen napoleońskich, trwale wpisała się do kanonu legend wojennych Albionu. Skostniałe, pełne koterii i tarć pomiędzy nimi dowództwo Jej Królewskiej Mości żyło nadal w epoce bitew kampanii z początku wieku. Wojnę z Rosjanami traktowali często jako dodatkową, obok polowań na bażanty i balów śmietanki londyńskiej, rozrywkę. I tak głównodowodzący lord Fitzeroy Raglan poprzednim razem miał okazję nawąchać się prochu z Wellingtonem pod Waterloo (1815!), gdzie na stałe pożegnał się z prawym ramieniem. Patrząc przez lunetę pokrzykiwał w stronę żołnierzy rosyjskich ,,ci Francuzi”, co z pewnością zjednywało mu przyjaźń francuskiego korpusu. Pozostali wodzowie – lordowie Lucan i Cardigan, obaj po pięćdziesiątce i z dwudziestoletnią przerwą w wojaczce, spokrewnieni i skłóceni. Cardigan sprowadził do Bałakławy swój luksusowy jacht „Driada”, na który zaokrętowany był prywatny kucharz francuski wraz z całym zespołem oraz nielichy zapas szampana. Lord Lucan widząc rozpasanie szwagra wpadał w dygot, zwłaszcza że fatalnie znosił poranne wstawanie na apele, ciasny namiot i chłód.

Wróćmy teraz na front 25 października 1854. Wojska carskie przypuściły natarcie na pozycje brytyjskie, zdobywając baterie artyleryjskie bronione przez Turków, jednak zatrzymały się na ,,cienkiej czerwonej linii”, jak nazywano pułki szkockie. Lord Reglan, gdy dostał wiadomość o rzekomym (brak na to potwierdzenia) odciąganiu armat brytyjskich przez rosyjskich soldatów, wpadł w szał. Utrata artylerii była traktowana jako skaza na reputacji dowódcy. Nie sprawdzając specjalnie rewelacji frontowych, nakazał lekkiej brygadzie ruszyć do natarcia. Lucan i Cardigan, ze swoich pozycji nie widząc ani armat, ani tym bardziej zuchwałych Rosjan, mieli uzasadnione obawy przez szarżą pod lufy carskich dział. Jednak słowo się rzekło, szarża ruszyła. Pięknie odziani kawalerzyści brytyjscy (nazywano ich Pawim Wojskiem) z pogardą dla śmierci ruszyli na baterie wroga. „Widok zgruchotanego przez pocisk ramienia krwawiącego i zwisającego na ścięgnach, które ciągle utrzymywały je w stawie, czy też mózgów wylewających się z roztrzaskanych czaszek nawet w spokojniejszej sytuacji byłby wstrząsający i okropny” – tak relacjonował atak jeden z uczestników bitwy, szeregowiec William Pennigton. Dowódca francuski Pierre Bosquet ponoć rzekł ,,To wspaniałe, ale to nie jest wojna, to głupota”. Jednak mimo ponad 200 wystrzałów oddanych przez puszkarzy carskich, salw karabinowych, walki z kawalerią rosyjską – osławiona szarża lekkiej brygady wcale nie była hekatombą. Według szacunków spośród około 670 kawalerzystów biorących udział w natarciu, poległo 110 (17%), 161 zostało rannych, a 58 dostało się w niewoli. Co prawda wielu z nich zmarło z powodu zakażeń i fatalnych warunków sanitarnych (a raczej ich braku), jednak straty te nie były niczym nadzwyczajnym w porównaniu do innych wydarzeń tego typu.

 

  1. Powstanie bokserów (1899-1901). Europejska presja na Chiny z końcem wieku przybierała na sile. W latach 1897-98 imperia zagarniają kolejne strategiczne punkty, zakładają faktorie handlowe i przedsiębiorstwa. Jednocześnie prowadzona jest akcja wspierania misjonarzy chrześcijańskich. Źródła klęsk żywiołowych i nieurodzajów duchowni taoistyczni dopatrywali się w działalności ,,zachodnich diabłów”, którzy zakłócili odwieczną równowagę w Państwie Środka. I tak na karb mocarstw spadała odpowiedzialność za wylanie rzeki Żółtej i dwuletnią suszę. Z racji zdecydowanie rolniczego profilu gospodarki państwa (ponad 80% mieszkańców pracowało na wsi) większość społeczeństwa dotknął głód. Pojawiły się bandy, a wieśniacy musieli szukać schronienia u fanatycznych grup sekciarskich, jak np. Stowarzyszenie Białego Lotosu. Butny styl imperialistów europejskich, za nic mających kulturę i zwyczaje chińskie, powodował wściekłość mas ludowych. Poleciały głowy; śmierć poniósł dyplomata japoński, a wkrótce zamordowano ambasadora Niemiec – Klemensa von Kettlera. Ten ostatni wybierał się właśnie z oficjalną skargą na miejskie ruchawki. Chińczycy w formie dość ultymatywnej odpowiedzieli negatywnie na ten protest, faszerując posła II Rzeszy ołowiem. Powstanie obejmowało coraz większe kręgi, do ruchu włączył się establishment państwowy. Cesarzowa-wdowa Tse-hi ogłosiła skup zamordowanych cudzoziemców, wyceniając mężczyznę, kobietę i dziecko na odpowiednio: 50,40 i 30 taeli. Osiągnięto pewne sukcesy – nieliczne oddziały kolonialne musiały umykać przed rozfanatyzowanymi masami. W Wiecznym Mieście panowała euforia, oblężono dzielnice ambasadorską i kontynuowano akcję polowania na wszystko, co nie było tak chińskie jak Terakotowa Armia. Europie ta erupcja nacjonalizmu chińskiego nie przypadła do gustu. Mimo pewnych niesnasek i sporów międzymocarstwowych skrzyknięto koalicję na rzecz pacyfikacji rozbrykanych bokserów. I tak z pompą obrano za szefa imprezy junkra pruskiego – Albrechta von Waldersee, tytułowanego ,,marszałkiem świata”. Chińskie sukcesy skończyły się wraz z przybyciem do Państwa Środka większych sił interwencyjnych. Klęska pod Pekinem załamała ruch i Europejczycy wespół z Japończykami rozpoczęli dożynki. Skutkiem była ogromna kontrybucja, zwiększenie garnizonu w Wiecznym Mieście do 20 000 żołnierzy i surowe represje na powstańcach. Jednak ruch ten przyczynił się do głębokich zmian, jakie nastąpiły w Chinach już dekadę później. Lud dostrzegł słabość i brak zaangażowania ze strony skorumpowanego dworu. Zauważono konieczność reform, częściowo na wzór zachodni, którym wcześniej pogardzano. W 1911 dochodzi do rewolucji i Chiny stają się republiką.

  2. O godzinie 4:15 w 1862 roku na stacji w Big Shanty zatrzymuje się pociąg pasażerski, ciągnięty przez lokomotywę o nazwie ,,Generał”. Grupa 22 spiskowców na czele z Jamesem Andrewsem wykorzystuje rutynowy postój na śniadanie, aby uprowadzić pociąg. Plan to rozkręcanie torów, niszczenie zwrotnic, podpalanie mostów i zrywanie sieci telegraficznej w możliwie największym zakresie. Jeden człowiek, 26-letni konduktor William Allen Fuller, rzuci rękawicę sabotażystom i urządzi największy pościg kolejowy w dziejach stulecia. Jak zbulwersowany musiał być, skoro gonił swoją lokomotywę pieszo, drezyną, konno, rekwirując każdy napotkany pociąg, aby po kilkudziesięciu kilometrach dopiąć swego.
    Aby zrozumieć, jak do tego doszło, należy cofnąć się nieco w czasie. Wojska Unii szykowały uderzenie na Alabamę i Chattanoogę w stanie Tennessee. Przemytnik i szpieg sił Północy James Andrews przedstawił plan rajdu, mającego zakłócić pracę linii kolejowej Western & Atlantic między głównymi ośrodkami regionu. Odcięte od zaopatrzenia, amunicji i posiłków siły południowców byłyby skazane na niechybną klęskę.
    Wróćmy jednak do wydarzeń z 12 kwietnia. Górzyste tereny i dalekie od rekordów prędkości osiągi porwanego składu (średnio około 24 km/h), uniemożliwiały dokonanie poważniejszych zniszczeń. Brak odpowiedniego sprzętu, doświadczenia i czasochłonność dewastacji instalacji kolejowych zwiększały szansę pogonii Fullera, który, odstawiwszy drezynę, wsiada w lokomotywę ,,Yonah”, na której dobija do węzła w Kingston. Ogarnia go wściekłość, gdy dowiaduje się, że Andrews podał się za transport specjalny amunicji dla Konfederatów i bezpiecznie podążył dalej. Fuller zmienia pojazd na parowóz ,,William R. Smith” i prze dalej. Niestety, dywersanci rozorali tory na 6 kilometrów za Kingston, więc odtąd pościg odbywa się pieszo aż do kolejnej stacji w Adairsville. Tam dzielny konduktor po raz trzeci rekwiruje skład (tym razem towarowy) i jadąc w możliwie szaleńczym tempie na wstecznym biegu zbliża się do grupy Andrewsa. Sabotażystom udało się pozrywać sieci telegraficzne, przez co dowództwo Konfederacji w Chattanooga nie wiedziało o zajściu. Jednak próby spalenia mostu nad rzeką Oostanaula spaliły na panewce. Na deser pozostawiono Fullerowi płonący wagon z jego własnego składu. Maszynista Texasu (demon prędkości biegu wstecznego) zgrabnie spycha z toru przykrą niespodziankę i podejmuje ostatni już etap pościgu. Ferajnie z Północy kończyło się wszystko – woda, węgiel, narzędzia i nerwy. Na północ od Przełęczy Ringgold, porzucili ,,Generała” umykając w Appalachy. Zabieg ten wyszedł raczej nieudolnie, cała 22-osobowa załoga plus duet śpiochów, którzy spóźnili się na akcję, wpada w ręce konfederatów. 7 czerwca na stryczku zadyndał Andrews, dwa tygodnie później w jego ślady poszła siódemka jego towarzyszy. Reszta albo zbiegła i po przebyciu ponad 160 km dotarła do linii Unii, albo po roku w niewoli odzyskała wolność dzięki wymianie jeńców. Niemal wszyscy żołnierze uczestniczący w rajdzie zostali udekorowani Medalami Honoru, niestety, samemu  ANDREWSOWI (czy Fullerowi?) jako cywilowi odmówiono tego zaszczytu. Na pocieszenie w 1887 ekshumowano jego ciało.

 

  1. Postępująca ekspansja gospodarcza Europejczyków w Chinach oznaczała szybki wzrost liczby agentów, urzędników i inwestorów pochodzących ze Starego Kontynentu. Obok takich problemów jak powstania ludowe, walka o podział ,,chińskiego tortu” czy naglące terminy utrapieniem był brak dobrego piwa, produkowanego na miejscu. Potrzebę rynkową szybko wypełniła grupa inwestorów angielskich i niemieckich, na stałe rezydujących w Hong Kongu, lokując piwny biznes w Qingdao. Dla zrozumienia wyboru tego miejsca konieczny będzie rys geopolityczny – II Rzesza z rozmachem i pompą szukała swojego ,,miejsca pod słońcem”, dopraszając się o nowe terytoria zamorskie. Kiedy 1 listopada 1897 zamordowano dwóch misjonarzy niemieckich, cesarz Wilhelm II użył tego jako pretekstu do zajęcia części południowego wybrzeża półwyspu Szantuńskiego. W połowie miesiąca oddziały Berlina wylądowały w rejonie i zajęły go bez jednego wystrzału. Słaby rząd chiński, mogący jedynie biernie obserwować bezczelne działania mocarstw, parę miesięcy później wyraził zgodę na wydzierżawienie Jiaozhou (czy w wersji zromanizowanej – Kiaoczou) na 99 lat. Stolicą koncesji było wspomniane Qingdao, którego europejska wersja brzmiała Tsingtao.
    Niemcy szybko zabrali się do pracy, przekształcając małą wioseczkę rybacką w sprawnie zarządzaną bazę dla cesarskiej floty, z własną koleją i magazynami. Na wschodnim krańcu miasta wybudowano zakłady browarnicze. Tam, począwszy od 1903 roku, rozpoczęto ważenie pilsnera z uprawianego zaraz za zakładem chmielu i wody ze źródeł w dziewiczych górach Laoshan. Te składniki w połączeniu z kunsztem niemieckich browarników szybko zapewniły sukces na międzynarodowej wystawie w Monachium (1906). W 1914 roku Tsingtao zostaje zaatakowane przez Japończyków, którzy przystępują do I wojny światowej po stronie ententy. Browar zostaje skonfiskowany przez okupantów i mimo tego, że w 1922 roku Tokio oddaje region Chinom, firmą nadal rządzą Japończycy. Tak będzie aż do klęski w 1945, kiedy następuje krótki okres zarządu rodziny Tsui. W 1993 roku Tsingtao ulega prywatyzacji i obecnie posiada 15% udziału w rynku chińskim.  

  2. Niemiecka maszynka do mięsa w akcji. Na początku 1916 roku państwa centralne zdobyły zdecydowaną przewagę na Bałkanach i froncie wschodnim, boleśnie bijąc siły carskie. Niemiecki dowódca generalny, Erich von Falkenhayn, dążył do wyczerpania sił francuskich. Wojna na skalę przemysłową, z zaangażowaniem wszelkich sił i środków, nie była rozstrzygana jak w czasach napoleońskich – szybkie zwycięstwo i zajęcie stolicy. Wymagało to złamania rezerw przeciwnika i szybszego niż trwało nadesłania posiłków, wykorzystania lokalnego sukcesu. Cesarski sztab planował uderzyć w punkt, którego Francuzi musieli bronić. Za cel obrano twierdzę Verdun, miejsce walk z roku 1914. Słabo skomunikowane, jedynie jedną drogą i koleją wąskotorową, przedzielone Mozelą miasto stanowiło dogodny punkt dla realizacji zamierzeń niemieckich. O godzinie 7:00 Francuzów obudziła nawałnica cesarskich baterii, ogłaszając początek operacji Gericht (Sąd). 10 dywizji, ponad 1400 ciężkich armat i 500 miotaczy min, do tego tysiące moździerzy, karabinów maszynowych i miotaczy ognia będzie do października zmieniać krajobraz Verdun w wojenne piekło. Furia niemieckiego natarcia początkowo odrzuciła wojska ententy. Po przejęciu komendy przez generała Phillipe’a Petaina, sytuacja ulega systematycznej poprawie. Zapewniono swobodniejszy przepływ amunicji i wsparcia do miasta. Drogą zwaną La Voie Sacree ciągnęły kolumny odzianych na niebiesko wojaków, turkotało ponad 6000 ciężarówek dziennie. Dzięki heroicznej postawie wąsatego żołnierza francuskiego udało się utrzymać forty Souville i Tavannes i rozpocząć stopniowe odzyskiwanie niegdyś dumnych fortec i działobitni, a obecnie zaś ruin. Wraz z lipcową ofensywą aliantów nad Sommą napór niemiecki zelżał. To, co miało być pewnym wystrzeliwaniem Francuzów z dział dalekiego zasięgu, zamieniło się w krwawą łaźnię, która ostatecznie pochłonie około 400 000 żołnierzy Kaisera. Zmieniająca się sytuacja doprowadziła do przetasowania priorytetów. Zamiast niszczenia rezerw Paryża, armię niemiecką opanowała żądza zdobycia miasta, którego strategicznie nie potrzebowała. W kontrze stali równie zdeterminowani Francuzi, ze słynnym hasłem ,,Ils ne passeront pas!” (,,Nie przejdą!”). Hekatomba pod Verdun doprowadziła do znacznego osłabienia obu stron, nadwątlenia morale i braków kadrowych w armii niemieckiej, tak bolesnych w następnych latach walki.